http://streemo.pl/Image/567633.jpg
Jedząc bananowe musli z kawałkami czekolady, czekając z niecierpliwością na 135km/h ze śnieżycą i zastanawiając się, czy mój komputer może zawieszać się JESZCZE częściej, przeczytałam "zadanie do zrobienia" z internetowych adwentowych rekolekcji. Trzeba stanąć przed lustrem i przez określony czas mówić sobie komplementy. Phi, myślę sobie, w sumie nic trudnego, zawsze można coś wymyślić. Ale im dłużej się stoi, tym mniej przychodzi do głowy. Zaczyna się od banałów w stylu "masz ładne oczy", "całkiem niezły nos", "fajnie się uśmiechasz", a przy okazji dostrzega się pięćset milionów swoich wad. "Nie mam dołeczków w policzkach" (tak, to mój problem!;)), "jakieś za duże te oczy", "eee, brzydkie zęby" i tak dalej. Kiedy już przez to przejdziesz, zastanawiasz się pewnie tak jak ja: "kurczę, a tak naprawdę to jaka jestem?" Nie chodzi o jakieś filozoficzne rozkminy, tylko o to, co w nas siedzi, co sprawia, że nie umiemy wymienić na przykład dziesięciu swoich zalet. No, spróbuj. Długie rzęsy, ładny kolor oczu. O, krzywy nos. Długie rzęsy, ładny kolor oczu, fajne brwi. Nie, ta lewa brew jest beznadziejna, no i ten krzywy nos...;) I tak dalej. Nie każdy jest Monicą Bellucci albo Bradem Pittem, więc przenieśmy to na charakter. Jak trudno jest wymienić dziesięć swoich najlepszych cech charakteru! Powiedz sobie, że jesteś inteligentna/y, współczująca/y, koleżeńska/i - da radę. Ale zacznij mówić sobie jeszcze więcej takich rzeczy...;) Może takie nastawienie dotyczy tylko osób ze zbyt niską samooceną, może. Ale myślę, że każdy z nas ma zawsze z jednej strony krytyczne spojrzenie na siebie. I bardzo dobrze! Tylko żeby nie przesadzić, prawda?...
http://czarownicazla.blox.pl/resource/_komplement.gif
...ani w jedną, ani w drugą stronę :))
...ani w jedną, ani w drugą stronę :))