Jeśli chodzi o temat kolejek, to w sumie interesujące, że ludzie, nawet mimo tego że dziś nie mamy pustek w sklepach (wręcz przeciwnie), często w nich stoją (w kolejkach, nie sklepach:)). Ta - ktoś by powiedział - głupia rzecz przypomina mi o takiej części życia, która jest nieodłączna: o czekaniu.
Popatrz na psa uwiązanego przed sklepem
o swym panu myśli
i rwie się do niego
na dwóch łapach czeka
pan dla niego podwórzem łąką lasem doi
oczami za nim biegnie i tęskni ogonem
pocałuj go w łapę bo uczy jak na Boga czekać
[ks. Jan Twardowski]
Tak naprawdę, jakby na to nie patrzeć, ciągle na coś czekamy i chyba każdy potrafi teraz wspomnieć na taką rzecz bez przeszukiwania umysłu. To jest codzienność: ktoś czeka dziewięć miesięcy na dziecko, ktoś na miłość swojego życia, ktoś na powrót bliskiej osoby z podróży, ktoś na zmniejszenie się korku przy wjeździe do miasta, ktoś na umówioną godzinę, wizytę u lekarza, na autobus albo tramwaj, na zielone światło na przejściu, na spóźniającą się zimę albo wiosnę, na dzień egzaminu, rocznicę. A wszyscy czekamy na jakąś zmianę, przewrót, coś, co zmieni rzeczywistość albo ją ulepszy.
Przypomina mi się piosenka Johna Mayera:
"...so we keep waiting (waiting) waiting on the world to change"
Czekanie jest czasem nużące, a czasem ekscytujące, ale wydaje mi się, że często potrzebne. A wy co sądzicie?
Pozdrawiam was ciepło mimo deszczowej pogody!