Hej kochani :)
Tradycyjnie zacznę od mówienia o pogodzie, bo takiego zimna już dawno nie czułam. Ale co zrobić, przyroda też musi sobie chwilę odpocząć żeby nie tak cały czas gorąco i gorąco ;)
Dzisiaj rano między oderwaniem głowy od poduszki a wyłączeniem przeraźliwie (podkreślam, przeraźliwie) dzwoniącego budzika przyszła mi do głowy taka śmieszna myśl: jakie te alarmy są agresywne! Wdzierają się do naszej podświadomości bez jakiejś wybitnej motywacji, bo tylko w jednym celu: żeby nas wyciągnąć z łóżka. A przecież ono jest takie miłe, kochane, ciepłe... A na zewnątrz tak ziiimno! Najgorsze, że sami je na siebie nasyłamy, co za naiwność człowieka, że jak się obudzi wcale nie będzie miał ochoty rzucić o ścianę tym, co go wyrwało z jednej z najprzyjemniejszych chwil każdej doby, jaką jest sen. Dlatego nigdy nikogo nie budzę ;) Żart. Między jedną drzemką a drugą udaje mi się dobudzić samą siebie ;D
Ostatnio już nawet zaczęłam ustawiać budziczki co np. 4 minuty - mówię serio! Bo jak się budzę i go wyłączam, jasne, że nie wstanę. A poza tym wycwaniłam się tak, że jak widzę, że MOGĘ (to znaczy będę się bardzo, bardzo śpieszyć, ale zdążę wyjść o tej porze, o której zaplanowałam) się obudzić np. 6:20, to 6:16 jestem w stanie nastawić budzik, obrócić się na drugą stronę i przyłożyć głowę do poduszki, i jeszcze się zdrzemnąć. To nic, że samo przewrócenie zajmuje mi 30s, więc zostaje mi jakieś 3,5 minuty "snu". Ale za to jakie to 3,5 minuty! :)
Jestem strasznym śpiochem i to mi już chyba nie przejdzie ;)
Zmieniając temat, wczoraj byłam na stacji wiary (adoracji, uwielbieniu) u Franciszkanów. Masakra, to daje takiego powera, że ciężko to sobie wyobrazić dopóki się go nie ma :) Wszystko jest modlitwą, w ogóle Jezus i ty, no i Duch Święty, wczoraj był, działał, tak namacalnie i genialnie. Zresztą, przyszło mi do głowy, że On jest taki superniezawodny, normalnie zawsze działa. No, więc później w tramwaju radocha, 5m nad podłogą ;)
Takie jedno ciekawe zdanie z tego wieczoru, dla was: "Nie mów Bogu: jakie ja mam wielkie problemy! Powiedz problemom: jakiego ja mam wielkiego Boga!" :)
piątek, 24 maja 2013
wtorek, 21 maja 2013
Buty.
Szuuuu, szuuuu - otwierają się drzwi tramwaju. Wchodzą buty. Najpierw damskie: Półbuty, Baleriny, Sandałki, Mokasyny, Drewniaki, Szpilki; później męskie: Adidasy... właściwie o tej porze roku tylko Adidasy, w różnych wydaniach. Najpierw dreptają w miejscu, niepewne, czy pociągnęły swoich właścicieli do odpowiedniego miejsca. Jak tylko tramwaj ruszy, zaczną mościć się i przepychać między sobą, Szpilki zawsze wyższe od innych będą patrzeć na Baleriny z góry, świecąc czerwonymi czubkami. Drewniaki, niecierpliwie postukując, wymuszą miejsce siedzące dla swojej właścicielki i będą z tego bardzo dumne. Sandałki, odsłaniające paznokcie pomalowane na kolor zgniłej zieleni, zaczną obawiać się tak samo Półbutów, jak i Adidasów - są bardzo wrażliwe i delikatne.
Wszystkie opierają się na swoich najlepszych częściach i kiedy tramwaj gwałtownie hamuje na przystanku, powoduje niesnaski między butami. Każdy z nich przecież chciał spokojnie przeżyć tą podróż! A zdarzyć się może, że Baleriny wysiądą brudne, stopy w Sandałkach zranione (Sandałki zawsze mają z tego powodu wyrzuty sumienia), Półbuty i Adidasy zdecydowanie skłócone ze sobą, bo tak naprawdę nie okazało się, kto wygrał emocjonujący pojedynek między nimi. Tylko Szpilki zwycięsko przejdą nad głowami pozostałych butów, wyślizgując się nawet porównaniom i metaforom.
Podobno ludzie noszą buty - choć tak naprawdę nie wiadomo, czy one nie noszą ludzi. :)
Wszystkie opierają się na swoich najlepszych częściach i kiedy tramwaj gwałtownie hamuje na przystanku, powoduje niesnaski między butami. Każdy z nich przecież chciał spokojnie przeżyć tą podróż! A zdarzyć się może, że Baleriny wysiądą brudne, stopy w Sandałkach zranione (Sandałki zawsze mają z tego powodu wyrzuty sumienia), Półbuty i Adidasy zdecydowanie skłócone ze sobą, bo tak naprawdę nie okazało się, kto wygrał emocjonujący pojedynek między nimi. Tylko Szpilki zwycięsko przejdą nad głowami pozostałych butów, wyślizgując się nawet porównaniom i metaforom.
Podobno ludzie noszą buty - choć tak naprawdę nie wiadomo, czy one nie noszą ludzi. :)
niedziela, 19 maja 2013
Ruah :)
"Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują." (1 List św. Pawła do Koryntian)
Kotłuje się w mojej małej główce tyle myśli, że aż nie wiem, od czego zacząć! Właśnie wróciłam z weekendu kursu Alfa. Efekt: jedno wielkie "wow" :) Genialni ludzie, śpiew, pozytywnie zarwane noce, przyroda, dobre jedzonko, ale najważniejszy: DUCH ŚWIĘTY! Możecie mi wierzyć albo nie, ale On naprawdę istnieje, ba, powiem więcej: przychodzi i działa. Tak normalnie :)
Ogarnąć miłość Boga to jak próbować zrobić to z oceanem, ona jest wielka, niezmierzona i... prawdziwa. Tak, bardzo prawdziwa :)
Spowiedź, uwielbienie, Duch Święty "na wyciągnięcie ręki". Jak to opisać?
Trzeba to poczuć, żeby zrozumieć. A żeby poczuć, trzeba... Wystarczy chcieć! :)
Ojej, rozemocjonowałam się tu. Już dawno nie czułam takiej megaradości i jednocześnie spokoju w środku :) Oszalałam? Podoba mi się to szaleństwo ;)
Poza tym piękne jest to, że najlepszych chwil w życiu nie da się zaplanować. Ludzi, których spotkasz i tego, co będzie was łączyło, nie da się ogarnąć jakimiś ramami. To, co nazywamy przypadkami, to jest Jego twórcza inwencja :)
Sęk w tym, by z tego wszystkiego skorzystać.
Kotłuje się w mojej małej główce tyle myśli, że aż nie wiem, od czego zacząć! Właśnie wróciłam z weekendu kursu Alfa. Efekt: jedno wielkie "wow" :) Genialni ludzie, śpiew, pozytywnie zarwane noce, przyroda, dobre jedzonko, ale najważniejszy: DUCH ŚWIĘTY! Możecie mi wierzyć albo nie, ale On naprawdę istnieje, ba, powiem więcej: przychodzi i działa. Tak normalnie :)
Ogarnąć miłość Boga to jak próbować zrobić to z oceanem, ona jest wielka, niezmierzona i... prawdziwa. Tak, bardzo prawdziwa :)
Spowiedź, uwielbienie, Duch Święty "na wyciągnięcie ręki". Jak to opisać?
Trzeba to poczuć, żeby zrozumieć. A żeby poczuć, trzeba... Wystarczy chcieć! :)
Ojej, rozemocjonowałam się tu. Już dawno nie czułam takiej megaradości i jednocześnie spokoju w środku :) Oszalałam? Podoba mi się to szaleństwo ;)
Poza tym piękne jest to, że najlepszych chwil w życiu nie da się zaplanować. Ludzi, których spotkasz i tego, co będzie was łączyło, nie da się ogarnąć jakimiś ramami. To, co nazywamy przypadkami, to jest Jego twórcza inwencja :)
Sęk w tym, by z tego wszystkiego skorzystać.
środa, 15 maja 2013
Książki, książeczki.
"Raz jeszcze udało mu się zamknąć oczy, jakkolwiek teraz wiedział już, że nie może zbudzić się, bo nie śpi, bo cudownym snem był tamten, absurdalny jak wszystkie sny, tamten, w którym przemierzał okrakiem na ogromnym owadzie z metalu obce ulice zadziwiającego miasta, przystrojone w czerwone i zielone światła, które paliły się bez płomienia i bez dymu."
(Julio Cortazar - "W nocy twarzą ku niebu")
Dzisiaj jest wietrzny i słoneczny dzień, właśnie taki, jakie bardzo lubię. Chociaż w tramwajach ścisk niemiłosierny (o 11!), zawsze znajdzie się okno, obok którego właśnie stoję i z którego dochodzi do mnie orzeźwiające powietrze :) Z ważniejszych rzeczy, poszłam wreszcie po rozum do głowy i kupiłam soczewki i płyn do bardzo bardzo bardzo wrażliwych oczu, co oznacza, że nie będę już ślepnąć ;) Uśmiałam się, bo czytając na opakowaniu podpunkty, co ten cudowny płyn potrafi wyczytałam ich pięć, a wyjmując buteleczkę, zobaczyłam dziesięć kropek i tak tym zachęcona chciałam sprawdzić, co jeszcze umie - okazało się, że te drugie pięć właściwości to były te same, tylko po angielsku. Nie ma to jak dobry PR :)
Taka refleksja mi dziś przyszła do głowy, jaką fajną sprawą są książki. To w zasadzie normalne, że coś rodzi się w głowie pisarza, jakieś zdania, historie wymyślonych bohaterów, a później przelewa to na papier (no, wstukuje na klawiaturze do komputera). Ale najlepsza zabawa jest dopiero wtedy, kiedy to ja, potencjalny czytelnik, dostaję książkę do ręki!
Czytam właśnie opowiadania Julio Cortazara. To akurat nieważne, że właśnie jego, ale chodzi mi o to, że kwestia kunsztu autora jest niczym, jeśli nikt dzieła nie chce czytać. I można wzruszyć się do łez, ubawić, jak to się mówi, po pachy, zdenerwować na otaczający świat, zasmucić z powodu śmierci bohatera, i tak dalej, i tak dalej... Emocje = życie książki. No, jest coś takiego czy nie? :)
Czytając, odrywamy się od własnego życia albo wręcz przeciwnie: śledzimy je z wypiekami na twarzach jak najlepszą sztukę w teatrze, jak film 3D - jesteśmy uczestnikami i widzami jednocześnie.
"Ale w gruncie rzeczy niewiele się zmieniło, te dwa lata między nimi były w czasie także jakimś pustym kątem z brudną szmatą, oznaczającym wszystko to, czego sobie nie powiedzieli, a co może powinni byli sobie powiedzieć."
(Julio Cortazar - "Bóstwo z Cyklad"
i jeszcze coś innego:
"Odgłosy poranka są chaotyczne, lecz obiecujące, jak chmura tonów pustych strun, w której odzywają się przypadkowe fragmenty nie rozpoczętego jeszcze koncertu, podchwytywane to tu, to tam, szybko i bez wyrazu, w ironicznym skrócie, przez orkiestrę strojącą instrumenty. I prawie wszystko wydaje się możliwe, kiedy do wieczora jest jeszcze tak daleko. (...)
Póki nie wstaną od stołu, wyglądają na szczęśliwych, przyszłość rozpościera się przed nimi całkowicie bezpieczna: z rana bułeczki i kawa, wieczorem skoki nad przepaścią, i tak przez całą wieczność. Czy to wystarczy, by poczuli się ograniczeni metaforą, w której zamknięto ich los?"
(Magdalena Tulli - "Tryby")
(Julio Cortazar - "W nocy twarzą ku niebu")
Dzisiaj jest wietrzny i słoneczny dzień, właśnie taki, jakie bardzo lubię. Chociaż w tramwajach ścisk niemiłosierny (o 11!), zawsze znajdzie się okno, obok którego właśnie stoję i z którego dochodzi do mnie orzeźwiające powietrze :) Z ważniejszych rzeczy, poszłam wreszcie po rozum do głowy i kupiłam soczewki i płyn do bardzo bardzo bardzo wrażliwych oczu, co oznacza, że nie będę już ślepnąć ;) Uśmiałam się, bo czytając na opakowaniu podpunkty, co ten cudowny płyn potrafi wyczytałam ich pięć, a wyjmując buteleczkę, zobaczyłam dziesięć kropek i tak tym zachęcona chciałam sprawdzić, co jeszcze umie - okazało się, że te drugie pięć właściwości to były te same, tylko po angielsku. Nie ma to jak dobry PR :)
Taka refleksja mi dziś przyszła do głowy, jaką fajną sprawą są książki. To w zasadzie normalne, że coś rodzi się w głowie pisarza, jakieś zdania, historie wymyślonych bohaterów, a później przelewa to na papier (no, wstukuje na klawiaturze do komputera). Ale najlepsza zabawa jest dopiero wtedy, kiedy to ja, potencjalny czytelnik, dostaję książkę do ręki!
Czytam właśnie opowiadania Julio Cortazara. To akurat nieważne, że właśnie jego, ale chodzi mi o to, że kwestia kunsztu autora jest niczym, jeśli nikt dzieła nie chce czytać. I można wzruszyć się do łez, ubawić, jak to się mówi, po pachy, zdenerwować na otaczający świat, zasmucić z powodu śmierci bohatera, i tak dalej, i tak dalej... Emocje = życie książki. No, jest coś takiego czy nie? :)
Czytając, odrywamy się od własnego życia albo wręcz przeciwnie: śledzimy je z wypiekami na twarzach jak najlepszą sztukę w teatrze, jak film 3D - jesteśmy uczestnikami i widzami jednocześnie.
"Ale w gruncie rzeczy niewiele się zmieniło, te dwa lata między nimi były w czasie także jakimś pustym kątem z brudną szmatą, oznaczającym wszystko to, czego sobie nie powiedzieli, a co może powinni byli sobie powiedzieć."
(Julio Cortazar - "Bóstwo z Cyklad"
i jeszcze coś innego:
"Odgłosy poranka są chaotyczne, lecz obiecujące, jak chmura tonów pustych strun, w której odzywają się przypadkowe fragmenty nie rozpoczętego jeszcze koncertu, podchwytywane to tu, to tam, szybko i bez wyrazu, w ironicznym skrócie, przez orkiestrę strojącą instrumenty. I prawie wszystko wydaje się możliwe, kiedy do wieczora jest jeszcze tak daleko. (...)
Póki nie wstaną od stołu, wyglądają na szczęśliwych, przyszłość rozpościera się przed nimi całkowicie bezpieczna: z rana bułeczki i kawa, wieczorem skoki nad przepaścią, i tak przez całą wieczność. Czy to wystarczy, by poczuli się ograniczeni metaforą, w której zamknięto ich los?"
(Magdalena Tulli - "Tryby")
poniedziałek, 6 maja 2013
Cisza
W taki wieczór jak dziś, ciepły i spokojny, chcę ciszy. Zawsze dużo mówię, próbując "przegadać" życie, problemy, świat. Chyba wszyscy krzyczymy chcąc coś zmienić, dotknąć czegoś, co nie daje się opisać albo przezwyciężyć. Hałas, zgiełk. Pędzące samochody, spóźnione autobusy, dzwoniące tramwaje. Cisza wieczoru znika.
Dopiero kiedy usiądziemy w swoim małym świecie, zamkniemy się na wszystkie głosy, które z niego do nas docierają - możemy pobyć ze sobą sami, chociaż to siebie najbardziej się boimy.
Taka chwila dla siebie.
Szukam cytatu, który by dobrze opisał moje myśli. Nie ma takiego, więc piszę tutaj w nadziei, że Internet je trochę pochłonie.
Chodźmy spać, dziś jest wieczór ciszy.
Dopiero kiedy usiądziemy w swoim małym świecie, zamkniemy się na wszystkie głosy, które z niego do nas docierają - możemy pobyć ze sobą sami, chociaż to siebie najbardziej się boimy.
Taka chwila dla siebie.
Szukam cytatu, który by dobrze opisał moje myśli. Nie ma takiego, więc piszę tutaj w nadziei, że Internet je trochę pochłonie.
Chodźmy spać, dziś jest wieczór ciszy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)