źródło zdjęcia: http://static2.medforum.pl/cache/logos/tasma%20filmowa-W243H184.jpg
Tak mi przyszło do głowy, nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale mam wrażenie, że ze wszystkich zdarzeń w życiu, najczęściej zostają nam po prostu obrazy. To, co sobie później przypominamy, to nie jest plan wydarzeń jak do wypracowania z lektury, to nie jest dokładny zapis cyfr po przecinku jak przy liczbie pi, to jest migawka, jak w filmie, jak w trailerze. Może mężczyźni mają inaczej, może nie wszystkie dziewczyny tak mają, ale u mnie przy najważniejszych wspomnieniach pojawiają się najpierw obrazy. Czyjś uśmiech, wyciągnięta dłoń, zapach, kluczowe słowo, które zaważyło na całej rozmowie. Czy to nie jest genialne? Pamiętamy tyle pięknych rzeczy! Poza tym, jeśli już o to chodzi, mam pamięć do szczegółów, może nie jakąś wybitną, ale jednak - kto w co był ubrany, jaka była pogoda albo dzień, albo pora dnia, albo godzina... Gorzej z imionami ;) I to się tak wszystko odtwarza, jak filmik, w głowie. I chociaż kilku rzeczy - jak każdy - wolałabym raczej nie pamiętać, to cieszę się, że zostają obrazy, które tworzą moją historię. Jedyną, niepowtarzalną. Na zawsze! :)
Hej kochani :)
Chwilę musieliście czekać na ten post. Najpierw byłam w Zakopanem na
wypadzie rekolekcyjnym, a później zwyczajnie brakowało mi weny żeby coś
tu napisać, ale już
jestem, cała i zdrowa ;) Chociaż niestety jak jestem przez chwilę w
Krakowie czuję to "coś" w powietrzu, smog i te sprawy. Ale nie o tym.
Cały ten ostatni wyjazd można by było określić tak: jak to dobrze,
że jesteśmy! Jeszcze jeden raz zobaczyłam jakie to piękne mieć koło
siebie osoby, na które zawsze można liczyć, które dają sobie nawzajem to
co mają najcenniejszego czyli czas, radość i pomocną dłoń. To jest
naprawdę niesamowite :) Kiedy ktoś pyta codziennie rano, jak się masz,
czy wszystko ok, kiedy ktoś pamięta, tak zwyczajnie, prawie jak mama i
tata w domu ;) Mam nadzieję, że też takie osoby macie. Pamiętacie
słowa piosenki, które leciały: "cieszmy się z małych rzeczy..."? Nie
najlepszy cytat, ale o to właśnie chodzi jak dla mnie w ostatnim
czasie, staram się dostrzegać najmniejsze, najdrobniejsze rzeczy, które
mi się udają, z których jestem zadowolona, a wtedy te przykre nie wydają
się takie straszne. W końcu, po co patrzeć na chmury, kiedy obok nich
świeci piękne słońce? I wiecie, obojętne co robicie, czy uczycie się,
czy pracujecie, czy odpoczywacie... dobrze, że jesteście :)
Jeszcze kilka słów. Pierwsza rzecz jaka mi przyszła dziś do głowy to
taka, że dzieci są super! Mówiłam to już chyba 1000 razy, ale naprawdę,
tyle radości ile jest w tych małych ludziach to nie ma nigdzie. I tyle
zaufania, wiecie, takiej dziecięcej pewności, że nic się złego nie
stanie, nawet jeśli zamiast mamy potrzymam za rączkę kogoś innego - tyle
zaufania do dorosłych! ;) Druga rzecz, która mi dzisiaj siedzi w głowie
to taki zachwyt nad muzyką, nie tak ogólnie, tylko nad tym ile spokoju
może dać tworzenie-odtwarzanie muzyki. Tak sobie pomyślałam grając na
gitarze. Zawsze, po prostu zawsze kiedy gram, to choćbym miała nie wiem
jak dziwny dzień, poprawia mi się humor :)I na koniec pochwalę się, że
zrobiłam porządki w papierach i papierzyskach z tamtego roku. Już tak
coraz większymi krokami, jeszcze nieoficjalnie zbliża się nowy rok
akademicki. Ciekawa jestem, co dobrego przyniesie :)
Poszukiwania czterolistnej koniczyny, łapanie białych pyłków unoszących się w powietrzu, unikanie czarnych kotów, które uwielbiają przebiegać ludziom drogę - znamy tysiące jeśli nie miliony sposobów żeby zapewnić sobie szczęście. Co to jest? Ciężko powiedzieć. Porwałabym się z motyką na słońce, gdybym próbowała odpowiedzieć na to pytanie. Jedno jest pewne: dla każdego szczęście oznacza coś innego, a nawet dla jednej osoby często ma inne znaczenie. Kiedyś napisałam tak: "Szczęście to najtrudniejsze uczucie do opisania. Kiedy jest się smutnym albo złym, zrozpaczonym i nagle nienawidzi się wszystkiego wkoło - wtedy papier nie może pomieścić tych wszystkich słów, które na niego się przelewa. A kiedy jest się tak bardzo radosnym, dlaczego tak trudno o tym pisać? Może po pierwsze dlatego, że szczęście to rzecz niewyobrażalnie krucha. W jednej chwili jest, w następnej gdzieś ucieka, błądzi pomiędzy ludzkimi duszami i naprawdę jest niezdecydowane, gdzie ma zostać na dłużej. Dlatego waha się, miesza ludziom we wnętrzach, a na końcu i tak odchodzi w nieznane. I za jakiś czas wraca, ale już nie takie samo, trochę bardziej wyrafinowane, zmodyfikowane, nauczone doświadczeniem. (...) To jest - zaryzykuję - nawet światopogląd, sposób patrzenia na siebie i na drugiego człowieka. Ktoś kiedyś powiedział, że najważniejszym człowiekiem jest zawsze ten, kto stoi przede mną. (...) Zwykły uśmiech, podanie dłoni, słowo otuchy nic nie kosztuje. To jest właśnie największa tajemnica szczęścia: dzieląc się, wciąż zyskiwać."
Teraz pewnie napisałabym to troszkę inaczej, zresztą, nie podchodząc tak filozoficznie, mogę powiedzieć, że szczęście to kochać i mieć kogoś, kto ciebie też kocha (a w ogóle to przecież relacja z Jezusem, z Bogiem jest taka, bo On nigdy nas nie przestaje kochać), i być dla siebie i dla innych kimś dobrym. Mieć taką świadomość, że chociaż nie wszystko zawsze jest ok, to jest codziennie mnóstwo drobnych, zwyczajnych rzeczy, z których można się cieszyć. Szczęście nie jest bezproblemowe, ale jest na pewno piękne i pięknie jest być szczęśliwym dlatego, że się jest :)
Istnieje takie powiedzenie: "głupi ma szczęście". Głupie jest samo powiedzenie, ale gdyby je trochę zmodyfikować to każdy ma szczęście, bo to, że się ma szczęście (dobre zdarzenia itp.), to przecież nie jakiś los, tylko plan Boga w naszym życiu, najlepszy, wymyślony dla każdego :) W końcu prawdziwe szczęście czeka na nas w niebie, tam będziemy szczęśliwi na serio, wiecie? To co mamy teraz to taka - fajna - ale tylko namiastka :)
A na koniec: "Od czasu do czasu dobrze jest zrobić sobie przerwę w poszukiwaniu szczęścia i po prostu być szczęśliwym." (G. Apollinaire)
I tego się trzymajmy :) I jeszcze:
Wrzesień! Tak mi się dzisiaj zrobiło głupio, że wszyscy wkoło idą do szkoły, a ja leniuchuję, że wstałam prawie dwie godziny szybciej niż zwykle ;) Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, naprawdę nie wiem, gdzie uciekły te dwa miesiące wakacji, a zwłaszcza sierpień. Minęło jak jeden dzień :)
I zaczynają się nowe obowiązki. Wśród tych narzekań (tysiące obrazków o feralnym poniedziałku, chociaż przecież nie było poniedziałku 1 września, tylko 2, to już jakieś pocieszenie) pomyślałam sobie nie po raz pierwszy, że człowiek to jest taka dziwna istota: jak ma wakacje narzeka, że się nudzi, a jak musi iść do szkoły czy pracy narzeka, że nie ma wakacji; jak świeci słońce narzeka, że za gorąco, a jak pada deszcz, że za zimno. A może tylko my Polacy tak mamy? ;)
W każdym razie dzisiaj miała być brzydka pogoda, a okazało się być nie najgorzej i nawet zaświeciło słońce. Wczoraj z okazji niedzieli piekłam ciasteczka, a dziś z okazji nowego roku szkolnego zjadłam pizzę i tak sobie myślę, że ta moja dieta jeszcze będzie musiała chwilkę poczekać ;)
Moje opowiadanie rzutem na taśmę znalazło się tutaj: http://chomikuj.pl/konkurs_literacki/zgloszenia ("Jeśli nie jesteś szczęśliwy dziś..." kasia1381), więc jak znajdziecie chwilkę bardzo was proszę o głosy! A poza tym mam nieustające deja vu - niedługo zaczynam nowy rok, po raz drugi I rok :) Coś czuję, że to będzie naprawdę dobry czas, tyle mam już planów w głowie ;)
No to przez ten ostatni miesiąc (ci, co jeszcze mogą, albo chociaż przez pół) zróbmy coś naprawdę fajnego (prawie wszystkie pomysły są fajne), a później...