źródło zdjęcia: http://static2.medforum.pl/cache/logos/tasma%20filmowa-W243H184.jpg
Tak mi przyszło do głowy, nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale mam wrażenie, że ze wszystkich zdarzeń w życiu, najczęściej zostają nam po prostu obrazy. To, co sobie później przypominamy, to nie jest plan wydarzeń jak do wypracowania z lektury, to nie jest dokładny zapis cyfr po przecinku jak przy liczbie pi, to jest migawka, jak w filmie, jak w trailerze. Może mężczyźni mają inaczej, może nie wszystkie dziewczyny tak mają, ale u mnie przy najważniejszych wspomnieniach pojawiają się najpierw obrazy. Czyjś uśmiech, wyciągnięta dłoń, zapach, kluczowe słowo, które zaważyło na całej rozmowie. Czy to nie jest genialne? Pamiętamy tyle pięknych rzeczy! Poza tym, jeśli już o to chodzi, mam pamięć do szczegółów, może nie jakąś wybitną, ale jednak - kto w co był ubrany, jaka była pogoda albo dzień, albo pora dnia, albo godzina... Gorzej z imionami ;) I to się tak wszystko odtwarza, jak filmik, w głowie. I chociaż kilku rzeczy - jak każdy - wolałabym raczej nie pamiętać, to cieszę się, że zostają obrazy, które tworzą moją historię. Jedyną, niepowtarzalną. Na zawsze! :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz