sobota, 29 czerwca 2013

Wszystko pracuje!




Ta piosenka towarzyszyła mi ostatnio w podróży i nastrajała niesamowicie pozytywnie :) A jak wsłuchałam się w jej tekst, zachwyciło mnie szczególnie jedno zdanie:
"You make all things work together for my good."
W polskim pięknym tłumaczeniu to brzmi: "Sprawiasz, że wszystko mi sprzyja", ale myślę, że dużo lepiej jest odczytać te słowa zupełnie dosłownie, na przykład: "Ty robisz tak, że wszystkie rzeczy pracują razem dla mojego dobra". Brzmi jak "Kali jeść, Kali pić", ale jakie to piękne :) Takie zdanie oznacza, że Bóg ustawia wszystko w moim życiu w taki sposób, żebym była szczęśliwa! Uruchamia trybiki jak w zegarku i nawet niepowodzenia, złe rzeczy są potrzebne. Wszystkie wydarzenia, słowa, mniej i bardziej znaczące uśmiechy, każdy poranek i każdy wieczór pracują, żeby Jego plan dla mnie się powiódł :)
Teraz przypomniała mi się taka rozmowa, którą odbyłam niedawno. Była trochę burzliwa, poddawałam w wątpliwość dużą część rzeczy, które słyszałam, taka byłam sceptycznie nastawiona do większości argumentów i na każdy z nich miałam gotową odpowiedź ;) Po pewnym czasie szła mniej więcej tak:
"- Przecież On cię kocha bardziej niż ktokolwiek inny.
- ...
- ...
- Przepraszam, zabiło mnie to.
- Nie przejmuj się, mnie też zabiło jak usłyszałem, że Bóg mnie kocha."
Na tym mogłabym właściwie skończyć ten post :) Ale jeszcze się pochwalę, poprawiłam w tym roku maturę z angielskiego o całe 14%, więc moje marzenie o anglistyce na pewno się spełni! ;)
Wakacje, wakacje, i mimo że jeszcze tydzień temu myślałam, że całe moje życie nagle stało się bez sensu, teraz się z tego wyleczyłam. Bo w końcu po burzy zawsze wychodzi słońce!
Dużo słońca wam życzę :)

niedziela, 16 czerwca 2013

Najlepsze w życiu jest...

Hej kochani :)
Dzisiaj jest dzień dobrych postanowień, więc oprócz tego, że postanowiłam się czegoś nauczyć do egzaminów, to jeszcze w końcu napisać coś tutaj. Dawno mnie nie było, ale powiem wam szczerze, czasem tak jest, że tyle się dzieje w realnym życiu, że na to wirtualne po prostu już przestaje się zwracać uwagę. Zwłaszcza jeśli chodzi o wyrażanie swoich myśli, których jest taki natłok...
Ale nie o tym. Chciałabym napisać coś pozytywnego,  na przykład to, że mamy piękny czerwiec nareszcie :) Rozpływamy się w tym cieple i oby tak było dalej. Noce też są coraz ładniejsze, przed chwilą księżyc zaglądał mi do okna, ale chwilowo (mam nadzieję) zniknął za chmurami.
Ostatnio doszłam do wniosku, że najlepszą sprawą w życiu jest to, kiedy masz kogoś, kto cię wspiera. Albo nawet więcej takich osób. Kogoś, kto zwyczajnie jest :) Wtedy wiesz, że nawet jeśli wszystkie inne sprawy ci się zawalą, to właśnie od takiej osoby/takich osób możesz usłyszeć: "jestem z tobą", "masz we mnie wsparcie", a czasem też "ogarnij się" ;) To takie ważne, najważniejsze.
Niedługo wakacje! :) Czekam na nie bardzo, bardzo niecierpliwie. Właściwie to już je czuję, jakoś przez pogodę i dlatego na przykład nauka najlepiej (w ogóle ;)) wychodzi mi ostatnio wieczorami/nocami. Ale też, z drugiej strony, tak pod wieczór zawsze może się znaleźć lepsza propozycja, prawda? ;)
Trzymajcie się ciepło a nawet gorąco, wiosenno-wakacyjnie i do następnego ;)




niedziela, 2 czerwca 2013

Kiedy cebula płacze

Witajcie w czerwcu :)
Dzisiaj spędziłam w kuchni całe 40 minut (rekord na ostatnie czasy) i przy krojeniu cebuli popłakałam się jak bóbr. I jak to zwykle ze mną bywa, przyszły mi do głowy różne myśli. Na przykład przypomniał mi się tekst Shreka, ten w stylu: "cebula ma warstwy, ogry mają warstwy" :) Ale nie o tym. Najlepsze w krojeniu cebuli jest to, że można się przy niej rozpłakać. Dziwne? Jak można być z tego zadowolonym?! Po pierwsze - to takie normalne i bezkarne, płakać przy krojeniu cebuli. Nie musisz się głupio tłumaczyć, że coś ci wpadło do oka albo słuchać męczącego: "nooo, uśmiechnij się". Po drugie - nie trzeba być zawsze twardym, gdy pozwalasz "cebulowym" łzom płynąć, okazuje się, że docierają do ciebie bodźce: szczypanie oczu... Tak bardzo jesteś człowiekiem, gdy okazujesz słabość, że nie jesteś w stanie powstrzymać odruchów. Po trzecie, najważniejsze chyba - doszłam do wniosku, jak cudowny byłby świat, gdybyśmy płakali tylko przy krojeniu cebuli. Gdyby nie było tych wszystkich raniących słów, które stają w gardle i wywołują wilgotność oczu. Gdyby tylko te - de facto zupełnie puste - słowa: "nie płacz" nie były wcale potrzebne.
Wczoraj padał deszcz. Mówi się, że wtedy niebo płacze. Śmieszne, a może prawdziwe, nie wiem. Jak myślicie?
Już nie dziwię się temu, że przy "cebulowym" płaczu nikt nie czuje się zażenowany, a przy "prawdziwym" tak. W końcu przy tym drugim chodzi o uczucia.

A na koniec coś na uśmiech, żeby nie było tak ponuro w tym poście :):