sobota, 8 lutego 2014

We keep on waiting.

Nie było mnie tutaj dwa miesiące. Jak to się stało? Sama nie wiem. Zawirowania przed- i posesyjne dały o sobie znać. Teraz już jest po wszystkim :) i postaram się od teraz pisać regularnie, tak żeby nie musiało to wyglądać tak:
Oczywiście żartuję :)
Jeśli chodzi o temat kolejek, to w sumie interesujące, że ludzie, nawet mimo tego że dziś nie mamy pustek w sklepach (wręcz przeciwnie), często w nich stoją (w kolejkach, nie sklepach:)). Ta - ktoś by powiedział - głupia rzecz przypomina mi o takiej części życia, która jest nieodłączna: o czekaniu.

Popatrz na psa uwiązanego przed sklepem
o swym panu myśli
i rwie się do niego
na dwóch łapach czeka
pan dla niego podwórzem łąką lasem doi
oczami za nim biegnie i tęskni ogonem
pocałuj go w łapę bo uczy jak na Boga czekać

[ks. Jan Twardowski] 

Tak naprawdę, jakby na to nie patrzeć, ciągle na coś czekamy i chyba każdy potrafi teraz wspomnieć na taką rzecz bez przeszukiwania umysłu. To jest codzienność: ktoś czeka dziewięć miesięcy na dziecko, ktoś na miłość swojego życia, ktoś na powrót bliskiej osoby z podróży, ktoś na zmniejszenie się korku przy wjeździe do miasta, ktoś na umówioną godzinę, wizytę u lekarza, na autobus albo tramwaj, na zielone światło na przejściu, na spóźniającą się zimę albo wiosnę, na dzień egzaminu, rocznicę. A wszyscy czekamy na jakąś zmianę, przewrót, coś, co zmieni rzeczywistość albo ją ulepszy.
Przypomina mi się piosenka Johna Mayera:

"...so we keep waiting (waiting) waiting on the world to change"
Czekanie jest czasem nużące, a czasem ekscytujące, ale wydaje mi się, że często potrzebne. A wy co sądzicie?
Pozdrawiam was ciepło mimo deszczowej pogody!

czwartek, 5 grudnia 2013

Komplementy

http://streemo.pl/Image/567633.jpg

Jedząc bananowe musli z kawałkami czekolady, czekając z niecierpliwością na 135km/h ze śnieżycą i zastanawiając się, czy mój komputer może zawieszać się JESZCZE częściej, przeczytałam "zadanie do zrobienia" z internetowych adwentowych rekolekcji. Trzeba stanąć przed lustrem i przez określony czas mówić sobie komplementy. Phi, myślę sobie, w sumie nic trudnego, zawsze można coś wymyślić. Ale im dłużej się stoi, tym mniej przychodzi do głowy. Zaczyna się od banałów w stylu "masz ładne oczy", "całkiem niezły nos", "fajnie się uśmiechasz", a przy okazji dostrzega się pięćset milionów swoich wad. "Nie mam dołeczków w policzkach" (tak, to mój problem!;)), "jakieś za duże te oczy", "eee, brzydkie zęby" i tak dalej. Kiedy już przez to przejdziesz, zastanawiasz się pewnie tak jak ja: "kurczę, a tak naprawdę to jaka jestem?" Nie chodzi o jakieś filozoficzne rozkminy, tylko o to, co w nas siedzi, co sprawia, że nie umiemy wymienić na przykład dziesięciu swoich zalet. No, spróbuj. Długie rzęsy, ładny kolor oczu. O, krzywy nos. Długie rzęsy, ładny kolor oczu, fajne brwi. Nie, ta lewa brew jest beznadziejna, no i ten krzywy nos...;) I tak dalej. Nie każdy jest Monicą Bellucci albo Bradem Pittem, więc przenieśmy to na charakter. Jak trudno jest wymienić dziesięć swoich najlepszych cech charakteru! Powiedz sobie, że jesteś inteligentna/y, współczująca/y, koleżeńska/i - da radę. Ale zacznij mówić sobie jeszcze więcej takich rzeczy...;) Może takie nastawienie dotyczy tylko osób ze zbyt niską samooceną, może. Ale myślę, że każdy z nas ma zawsze z jednej strony krytyczne spojrzenie na siebie. I bardzo dobrze! Tylko żeby nie przesadzić, prawda?...

http://czarownicazla.blox.pl/resource/_komplement.gif

...ani w jedną, ani w drugą stronę :))

środa, 6 listopada 2013

Niespodziankowo

http://scouteu.s3.amazonaws.com/cards/images_vt/merged/have_only_nice_surprises_11.jpg

Hej kochani :) Dziś, mimo zniechęcenia pogodą i wczesnym wstawaniem, przyszło mi do głowy, że życie z Bogiem, życie w ogóle, ciągle nas zaskakuje. Powiecie, że to nic nowego, i pewnie będziecie mieli rację, ale dla mnie to jest bardzo miłe odkrycie. Nasza planeta powinna nazywać się nie Ziemia, a Niespodziankowo ;) Przykłady mogłabym mnożyć, bo w sumie każdego dnia jestem zaskakiwana i z racji tego, że wierzę, myślę, że to ewidentne "pole do popisu" dla Boga, ale do rzeczy. Wybrałam się dzisiaj (wyjątkowo:p) na wykład nie na moim wydziale, konkretnie mówił George Weigel. Pewnie dobrze znacie to nazwisko, ale (tak, wiem, wiem) o nim nie wiedziałam prawie nic (prawie!), dopóki nie usłyszałam o czym dzisiaj mówił. Później oczywiście wszystko wygooglowałam i co się okazało? Napisał kilka książek o Janie Pawle II i całe mnóstwo innych o wierze. A wiecie, z jakiego powodu poszłam na ten wykład? Żeby posłuchać jak mówi, no bo to amerykański akcent, wiecie. Spodziewałam się generalnie wykładu o polityce, może w ciekawym stylu. Wow! Niespodzianka. A już miałam nie iść, już sobie myślałam: brzydka pogoda, daj spokój...
Może to nie jest sztandarowy przykład, ale już nie będę przywoływać w pamięci innych, myślę, że wy też mieliście i macie dużo takich pozytywnych sytuacji, kiedy coś z pozoru wydaje się inne, niż jest w rzeczywistości. Chętnie ich posłucham:)
Link do książki, m.in. którą napisał George Weigel: http://books.google.pl/books?id=op5D0M4XjgQC&pg=PA1&source=gbs_toc_r&cad=4#v=onepage&q&f=false
Trzymajcie się!

czwartek, 31 października 2013

Keep calm


Kochani :) Niewiele jest chyba takich osób, które nigdy w życiu nie słyszały stwierdzenia "keep calm and..." (wstaw cokolwiek). Jednak tak w praktyce, jakby na to nie patrzeć, jest nam ciężko zachować spokój. Nie denerwuje cię, jak mnie, zawieszający się po raz setny komputer? Jesteś w stanie nie nakrzyczeć na coś/na kogoś przez miesiąc? Nie irytuje cię, jak mnie, codziennie (no, powiedzmy co jakiś czas) ktoś w tramwaju? Nie wchodzę już w tematy polityczne ;) Mnóstwo ludzi na całym świecie zostaje wyprowadzonych równowagi przez byle głupstwo, serio. I, co jest jeszcze chyba gorsze, żyje w ogromnym stresie. Nie takim, że stresujesz się przed egzaminem albo innym ważnym wydarzeniem, tylko takim codziennym, z którym się budzisz i z którym zasypiasz, a który nie wnosi nic dobrego do twojego życia. Wiecie, na przykład, stres brakiem pracy, a jak już masz pracę, to stres żeby jej nie stracić, stres pieniędzmi, których nie masz, a jak je masz, to stres żeby nie za szybko je wydać, stres pod tytułem "co to będzie, jeśli..." Jak się w takim czymś miotamy! Stres, stres, stres. Nikomu to nie jest obce. Ale ostatnio (i stąd właściwie wziął się ten post) przeczytałam kilka fragmentów: "Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy", "Bądź Mu wierny, a On zajmie się tobą, prostuj swe drogi i Jemu zaufaj!", "Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać.(...)Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?(...)Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy."* Czyli Bóg ma dla nas propozycję nie do odrzucenia, żebyśmy się nie stresowali, tylko spokojnie pracowali, pracowali co sił nad tym, na czym nam zależy, a On nam będzie pomagał. Jest nadzieja :)
So keep calm :)

*cytaty z księgi Mądrość Syracha i Ewangelii wg św. Mateusza

wtorek, 8 października 2013

"Właśnie nadeszło Kiedyś..."

"Właśnie nadeszło Kiedyś i nic się nie zgadza." (Wojciech Kuczok)

Hej kochani :) Minął pierwszy tydzień studiów jak z bicza strzelił, nawet nie zauważyłam kiedy. Ten cytat wyżej trochę kłamie, bo właściwie wszystko jest tak, jak sobie wyobrażałam, tylko lepiej ;) Ludzie, z którymi wcześniej nie wymieniłabym nawet "cześć" na ulicy teraz tworzą razem ze mną team, angielskie słownictwo już mi się - jak widać - udziela, w tramwajach wydaje mi się, że wszyscy mówią po angielsku i tylko gramatyka jak słońce jeszcze ukryta za chmurami. Na fonetyce świat lgnie (?!) co chwilę w gruzach, bo "tego wcale się tak nie mówi jak uczono od podstawówki", ale na pocieszenie zawsze można zaśpiewać "I'm singing in the rain" albo ponaśladować angielską świnię, która robi "oink"... Słowem: żyć nie umierać :)
Tak sobie myślę, że ten rok zaczął się naprawdę dobrze. Oby tak było dalej! Bo każdy dzień to jak nowa niespodzianka od Niego :)


środa, 25 września 2013

Obrazy


źródło zdjęcia: http://static2.medforum.pl/cache/logos/tasma%20filmowa-W243H184.jpg

Tak mi przyszło do głowy, nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale mam wrażenie, że ze wszystkich zdarzeń w życiu, najczęściej zostają nam po prostu obrazy. To, co sobie później przypominamy, to nie jest plan wydarzeń jak do wypracowania z lektury, to nie jest dokładny zapis cyfr po przecinku jak przy liczbie pi, to jest migawka, jak w filmie, jak w trailerze. Może mężczyźni mają inaczej, może nie wszystkie dziewczyny tak mają, ale u mnie przy najważniejszych wspomnieniach pojawiają się najpierw obrazy. Czyjś uśmiech, wyciągnięta dłoń, zapach, kluczowe słowo, które zaważyło na całej rozmowie. Czy to nie jest genialne? Pamiętamy tyle pięknych rzeczy! Poza tym, jeśli już o to chodzi, mam pamięć do szczegółów, może nie jakąś wybitną, ale jednak - kto w co był ubrany, jaka była pogoda albo dzień, albo pora dnia, albo godzina... Gorzej z imionami ;) I to się tak wszystko odtwarza, jak filmik, w głowie. I chociaż kilku rzeczy - jak każdy - wolałabym raczej nie pamiętać, to cieszę się, że zostają obrazy, które tworzą moją historię. Jedyną, niepowtarzalną. Na zawsze! :)

piątek, 20 września 2013

Dobrze, że jesteśmy!

Hej kochani :)
Chwilę musieliście czekać na ten post. Najpierw byłam w Zakopanem na wypadzie rekolekcyjnym, a później zwyczajnie brakowało mi weny żeby coś tu napisać, ale już jestem, cała i zdrowa ;) Chociaż niestety jak jestem przez chwilę w Krakowie czuję to "coś" w powietrzu, smog i te sprawy. Ale nie o tym. Cały ten ostatni wyjazd można by było określić tak: jak to dobrze, że jesteśmy! Jeszcze jeden raz zobaczyłam jakie to piękne mieć koło siebie osoby, na które zawsze można liczyć, które dają sobie nawzajem to co mają najcenniejszego czyli czas, radość i pomocną dłoń. To jest naprawdę niesamowite :) Kiedy ktoś pyta codziennie rano, jak się masz, czy wszystko ok, kiedy ktoś pamięta, tak zwyczajnie, prawie jak mama i tata w domu ;) Mam nadzieję, że też takie osoby macie. Pamiętacie słowa piosenki, które leciały: "cieszmy się z małych rzeczy..."? Nie najlepszy cytat, ale o to właśnie chodzi jak dla mnie w ostatnim czasie, staram się dostrzegać najmniejsze, najdrobniejsze rzeczy, które mi się udają, z których jestem zadowolona, a wtedy te przykre nie wydają się takie straszne. W końcu, po co patrzeć na chmury, kiedy obok nich świeci piękne słońce? I wiecie, obojętne co robicie, czy uczycie się, czy pracujecie, czy odpoczywacie... dobrze, że jesteście :)
Jeszcze kilka słów. Pierwsza rzecz jaka mi przyszła dziś do głowy to taka, że dzieci są super! Mówiłam to już chyba 1000 razy, ale naprawdę, tyle radości ile jest w tych małych ludziach to nie ma nigdzie. I tyle zaufania, wiecie, takiej dziecięcej pewności, że nic się złego nie stanie, nawet jeśli zamiast mamy potrzymam za rączkę kogoś innego - tyle zaufania do dorosłych! ;) Druga rzecz, która mi dzisiaj siedzi w głowie to taki zachwyt nad muzyką, nie tak ogólnie, tylko nad tym ile spokoju może dać tworzenie-odtwarzanie muzyki. Tak sobie pomyślałam grając na gitarze. Zawsze, po prostu zawsze kiedy gram, to choćbym miała nie wiem jak dziwny dzień, poprawia mi się humor :)I na koniec pochwalę się, że zrobiłam porządki w papierach i papierzyskach z tamtego roku. Już tak coraz większymi krokami, jeszcze nieoficjalnie zbliża się nowy rok akademicki. Ciekawa jestem, co dobrego przyniesie :)