poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Dziecięce spojrzenie na...

M. sprzedaje uśmiech. Później drugi. Unoszą się kąciki ust maleńkich jak muszelka znaleziona nad morzem. Oczka, które mówią tyle prawdy, ile tylko jest w stanie pomieścić mała dusza, mrugają wesoło. Żeby cioci nie było smutno!
Nie wiem, czy kiedyś mieliście okazję obserwować małe dzieci. Jeśli nie, musicie spróbować! Dla nich wszystko jest takie proste - zupa może być ugotowana z czerwonego i zielonego klocka, nie ma znaczenia, że "jabłko" ma kwadratowy kształt, a tory prowadzące lokomotywę donikąd to żaden problem :) Zawsze kiedy przy nich siadam i zaczynamy zabawę, kłopoty buszujące w mojej głowie znikają jak za dotknięciem magicznej różdżki. Tutaj przecież wszystko jest możliwe!
Dorośli mają tyle różnych spraw: jak się nie zestarzeć, co zrobić na obiad, jak zadbać o drugiego człowieka, czy marchewka jest równo pokrojona, dlaczego tyle zła na ziemi, no i przydałoby się wreszcie wkręcić nową żarówkę. Studenci: dlaczego pieniądze znikają z portfela w zastraszającym tempie i jak zdać ten niezwykle ciężki egzamin. A dzieci? Czy którekolwiek zapyta, jakie służby zaniedbały swoje obowiązki, że doszło do strzelaniny? Nie. One westchną: pan zrobił pif-paf. I zrobią podkówkę albo rozpłaczą się, bo będzie im tak bardzo szkoda tych, którzy zginęli. Szczerze.
Powiecie: to normalne. Dorośli muszą się troszczyć właśnie dlatego, żeby dzieci mogły nie mieć problemów i beztrosko się bawić, przynajmniej do jakiegoś czasu. Powstaje tylko w mojej głowie jedno zdanie:
O ile łatwiej by nam się żyło, gdyby dorosły mógł być jednocześnie trochę dziecięcy. :)



wtorek, 23 kwietnia 2013

Popijając wino...

Znów mnie chwilę nie było. Widocznie nie wszystko da się zrobić naraz. Tego się chyba ciągle uczę! Braku pośpiechu, cierpliwości. A nauka tego jest żmudna i trudna, ale nie niemożliwa.
Popijając wino i zagryzając je kanapką, przychodzą do głowy różne myśli. Na przykład chciałoby się zaśmiać z codzienności i powiedzieć jej: Daj spokój! Co ty sobie wyobrażasz? Jakie: "jutro kolokwium"?! :)
Czasami chce się człowiekowi tak po prostu, najzwyczajniej, bez zbędnych słów, a tym bardziej tych łatwych i trudnych pytań, wyluzować. Ściągnąć nogę z gazu, a nawet na chwilę wcisnąć hamulec. Żeby dotknąć siebie, pomyśleć nad sobą. Podobno jesteśmy takimi ludźmi, jak sami siebie postrzegamy. Szkoda, że mamy tak mało czasu żeby siebie dookreślić :) We własnych oczach oczywiście.
Ale nie wchodźmy w rozważania. Jakie to proste, uśmiechnąć się zamiast dywagować i stwierdzać: "mam radość w sercu". Uśmiech wyraża serce :)
Jeżdżąc tramwajami można się naprawdę zachwycić. Dzisiaj pewna pani, siedząca z dzieckiem na kolanach, ustąpiła miejsca kobiecie w ciąży. Uśmiechnęła się do niej, a tamta zapytała: "Naprawdę?", po czym usiadła. Osoba na wózku wjechała do tramwaju, prosząc młodego chłopaka żeby pomógł jej wysiąść. "Chętnie" - odpowiedział. Pewien młody chłopak, przepuszczając mnie w drzwiach autobusu powiedział swobodnie: "proszę bardzo". Dziewczyna, chcąc utrzymać równowagę, chwyciła się ramienia stojącej obok niej pani, a tamta odpowiedziała uśmiechem pełnym wyrozumiałości. I dla każdego zawsze znajdzie się odrobina miejsca przy poręczy, żeby się za nią trzymać.
Zwyczajne rzeczy, powiecie. Gdyby takie sytuacje się nie zdarzały, ludzie byliby okrutni.
Ale jakie to proste, być dla kogoś dobrym.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Wiosna, wolność i niezależność

Witajcie kochani :)
Nareszcie przyszła wiosna! Nie mogę się nacieszyć, patrząc za okno albo jeszcze lepiej - wychodząc na zewnątrz. Cieplutko, milutko, słonecznie, dużo lepiej się wstaje i chce się żyć! Chociaż wszystko ma swoje blaski i cienie (duszno w autobusach...), jestem zdecydowanie ciepłolubna :)
Szkoda tylko, że zaczyna się gorący okres nie tylko pogodowy, ale też naukowy. Kolokwia, zaliczenia, za pasem matura, a zaraz za nią wielkimi krokami nadchodzi sesja. W związku z tym staram się zachować pozytywne myślenie, bo bez tego zawsze jest gorzej. Grunt to się nie poddawać i robić swoje.
Oby taka pogoda utrzymała się długo! Zapowiadają deszcz na weekend, ale u mnie będzie świecić słońce tak czy tak, bo wybieram się do mojego Kochanego :) Tak się wydaje, jak się jest "samemu" można dużo rzeczy zrobić, nauczyć się i tęskni się minimalnie, ale jednak przytulenie się do tej drugiej osoby jest o wiele bardziej atrakcyjną sprawą ;) Zwłaszcza że w ten sposób można na chwilę wyłączyć w swoim mózgu opcję "zrób to, zrób tamto", migającą lampkę-przypominajkę o ważnych sprawach, które przecież "beze mnie się nie rozwiążą".
Dobrym wyjściem byłoby to ewangeliczne zdanie, żeby przestać się martwić i niepokoić o każdy następny dzień. Ale to jest w praktyce ciężkie do zastosowania, prawda?
Wieje przyjemny, wiosenny wiatr. Przypomina mi on takie uczucie, które dobrze znamy, a właściwie powinniśmy znać: wolność. Każdy chce być wolny! Nastolatki mieszkające w domu po osiemnastce zwłaszcza - wolne i niezależne. Zawsze jako ludzie mamy gdzieś tam w środku poczucie, że jesteśmy ograniczani, mam rację? Albo przynajmniej obawiamy się tego, żeby nikt nas gdzieś tam nie zaczął tłamsić, "bruździć" w tej naszej osobistej wolności. Dlatego boimy się często "rzucić na głęboką wodę", chociaż mogłoby to być niezwykle inspirujące doświadczenie.
Nie mniej jednak wiosna musi być radosna! Chociaż chętnie pominęłabym wiosnę i przeszła od razu do lata... No, po co się rozdrabniać? :)
Po tych swawolnych myślach opuszczam was i mój komputer. Mam nadzieję, że też nie siedzicie w domu cały czas. Jeśli tak, wyjdźcie na słońce! ;)
Do następnego razu!

wtorek, 9 kwietnia 2013

Wyładowanie

Myslovitz - "Aleksander"
  
Hej kochani blogowicze i nie tylko :)
Ta piosenka (nie wiadomo czemu) jest ze mną dzisiaj od samego rana. Jeszcze jakiś czas temu prawie jej nie znosiłam, wiecie, nie podobał mi się ani rytm ani tym bardziej słowa, mimo że szczerze i całego serca uwielbiam Myslovitz. Widać gusta się zmieniają :)
Chyba każdy dobrze zna to uczucie, kiedy kawałek tłucze się po głowie i nie chce z niej wyjść. Ten jest dobry też do wyładowania się na gitarze ;) Nie żebym nie lubiła mojej maleńkiej, ale kiedy ma się zły dzień dobrze jest sobie zedrzeć skórę z palców żeby poczuć, że się jeszcze żyje. Tak samo jak pobiegać czy pograć w koszykówkę ;)
Notabene dzisiaj koszykówka była i to całkiem niezła, chyba wreszcie nauczyłam się trafiać celnie do kosza więcej niż 0 razy (po całym gimnazjum i liceum, ale co tam...).
Patrząc dzisiaj za okno można by się naprawdę załamać, gdyby nie miało się odpowiedniej motywacji. Na przykład jutrzejszego kolokwium z psychologii. Jeśli istnieje łut szczęścia czy coś w ten deseń, to przydałby się między 10 a 11 ;) Ale on chyba nie pracuje na zmiany albo nie ze wszystkimi zgadza się współpracować :)
Na koniec tego nudzenia i narzekania ("nie wiem, co się z tobą, Kaśka, dzieje") - do strony "muzyka" dodałam też kawałek, z którym nie mogłam się rozstać wczoraj.
Miłego słuchania i popołudnia :)
 

sobota, 6 kwietnia 2013

Home, sweet home!

 

Moi kochani! Na początek przepraszam bardzo i korzę się przed wami za tak długą nieobecność :) Niestety, życie to nie bajka (choć tak pewnie wydawało się Piotrusiowi Panowi - cóż za ładna odmiana... ;)) i 90% ludzi w naszym cudownym kraju wstając rano z łóżka po kilku godzinach niezbyt dobrego snu ma w głowie tysiąc czerwonych światełek, a każde z nich po bliższym przyjrzeniu się zdradza, że miga dlatego, że ta osoba powinna wykonać jakąś rzecz, załatwić sprawę, etc., etc. A kiedy w końcu przychodzi wieczór i chce się coś wreszcie zrobić "dla siebie", coś zupełnie bez sensu (albo wręcz przeciwnie) - sen przychodzi szybciej niż by się ktokolwiek spodziewał. Znacie to, prawda?
Nie o tym jednak chciałam napisać. Jako osoba, której dobre pomysły przychodzą do głowy znienacka i następnego dnia je po prostu realizuje, przyjechałam wczoraj do domu :) Nie wiem, czy też tak macie, ale ja jak jeszcze tu mieszkałam tak na co dzień, wszystko było takie nudne, pospolite i w gruncie rzeczy denerwujące, a teraz to doceniam. Zauważam miłość rodziców, zabawność moich siostrzyczek (w pozytywnym sensie tego słowa oczywiście), wartość domowych obiadków (jak na studenta przystało;)). Jednym słowem, dom to dom i nie ma tutaj dyskusji. Jak to się mówi: "wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej". Kocham Kraków, ale teraz bardziej kocham stare, dobre, zapyziałe miasteczko w Bieszczadach ;) Chociażby dlatego, że poczułam tutaj bezpieczeństwo, którego od paru tygodni bardzo mi brakowało - oczywiście też w ramionach mojego Kochanego, nareszcie :)
I powiem Wam, że chociaż w normalnym, codziennym, szarym życiu pełnym krakowskiego śniegu, "pędzących" tramwajów, (nie)zaliczonych kolosów, zbliżających się wielkimi krokami egzaminów (w telewizji już widziałam reklamę tabletek pomagających zaliczyć sesję) i ogólnej beznadziei związanej z dzieleniem czasu na tysiąc kawałków, byle tylko dla każdej sprawy i dla każdego człowieka w moim życiu wystarczyło - warto jest żyć, choćby dla satysfakcji, którą odczuwam, gdy mówię sobie: "zrobiłam to", "osiągnęłam to", "dałam radę". Nic nie może się jej równać.
 

wtorek, 2 kwietnia 2013

Śnieg na drodze, uśmiech w sercu

Witajcie po krótkiej przerwie :) Nie wiem, czy też tak macie, ale mnie te święta bardzo "rozstroiły" i ciężko wrócić do zajęć a tym bardziej nauki. Ale było wszystko, co potrzeba: i zmartwychwstanie, i jedzonko... ;) Właściwie zabrakło mi tylko jednej kochanej osoby przy świątecznym stole, ale jak wiadomo nie można mieć wszystkiego.
Zaczęłam pisać ten post dlatego, że bardzo spodobał mi się pewien wiersz, który chciałabym wam przekazać. Oto i on:

"Posłanie do nadwrażliwych"

Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi
za waszą czułość w nieczułości świata
za niepewność wśród jego pewności
Bądźcie pozdrowieni
za to że odczuwacie innych tak jak siebie samych

Bądźcie pozdrowieni
za to, że odczuwacie niepokój świata
jego bezdenną ograniczoność i pewność siebie

Bądźcie pozdrowieni
za potrzebę oczyszczenia rąk z niewidzialnego brudu świata
za wasz lęk przed bezsensem istnienia
za delikatność nie mówienia innym tego, co w nich widzicie

Bądźcie pozdrowieni
za waszą niezaradność praktyczną w zwykłym
i praktyczność w nieznanym
za wasz realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego

Bądźcie pozdrowieni
za waszą wyłączność i trwogę przed utratą bliskich
za wasze zachłanne przyjaźnie i lęk, że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami

Bądźcie pozdrowieni
za waszą twórczość i ekstazę
za nieprzystosowanie do tego co jest, a przystosowanie do tego, co być powinno

Bądźcie pozdrowieni
za wasze wielkie uzdolnienia nigdy nie wykorzystane
za to, że niepoznanie się na waszej wielkości
nie pozwoli docenić tych, co przyjdą po was

Bądźcie pozdrowieni
za to, że jesteście leczeni
zamiast leczyć innych

Bądźcie pozdrowieni
za to, że wasza niebiańska siła jest spychana i deptana
przez siłę brutalną i zwierzęcą

za to, co w was przeczutego, niewypowiedzianego, nieograniczonego
za samotność i niezwykłość waszych dróg
bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi

(Kazimierz Dąbrowski)

Więc, jeśli ktoś jest takim lub podobnym nadwrażliwcem jak ja, niech będzie pozdrowiony! :)