Nie wiem, czy kiedyś mieliście okazję obserwować małe dzieci. Jeśli nie, musicie spróbować! Dla nich wszystko jest takie proste - zupa może być ugotowana z czerwonego i zielonego klocka, nie ma znaczenia, że "jabłko" ma kwadratowy kształt, a tory prowadzące lokomotywę donikąd to żaden problem :) Zawsze kiedy przy nich siadam i zaczynamy zabawę, kłopoty buszujące w mojej głowie znikają jak za dotknięciem magicznej różdżki. Tutaj przecież wszystko jest możliwe!
Dorośli mają tyle różnych spraw: jak się nie zestarzeć, co zrobić na obiad, jak zadbać o drugiego człowieka, czy marchewka jest równo pokrojona, dlaczego tyle zła na ziemi, no i przydałoby się wreszcie wkręcić nową żarówkę. Studenci: dlaczego pieniądze znikają z portfela w zastraszającym tempie i jak zdać ten niezwykle ciężki egzamin. A dzieci? Czy którekolwiek zapyta, jakie służby zaniedbały swoje obowiązki, że doszło do strzelaniny? Nie. One westchną: pan zrobił pif-paf. I zrobią podkówkę albo rozpłaczą się, bo będzie im tak bardzo szkoda tych, którzy zginęli. Szczerze.
Powiecie: to normalne. Dorośli muszą się troszczyć właśnie dlatego, żeby dzieci mogły nie mieć problemów i beztrosko się bawić, przynajmniej do jakiegoś czasu. Powstaje tylko w mojej głowie jedno zdanie:
O ile łatwiej by nam się żyło, gdyby dorosły mógł być jednocześnie trochę dziecięcy. :)