sobota, 6 kwietnia 2013

Home, sweet home!

 

Moi kochani! Na początek przepraszam bardzo i korzę się przed wami za tak długą nieobecność :) Niestety, życie to nie bajka (choć tak pewnie wydawało się Piotrusiowi Panowi - cóż za ładna odmiana... ;)) i 90% ludzi w naszym cudownym kraju wstając rano z łóżka po kilku godzinach niezbyt dobrego snu ma w głowie tysiąc czerwonych światełek, a każde z nich po bliższym przyjrzeniu się zdradza, że miga dlatego, że ta osoba powinna wykonać jakąś rzecz, załatwić sprawę, etc., etc. A kiedy w końcu przychodzi wieczór i chce się coś wreszcie zrobić "dla siebie", coś zupełnie bez sensu (albo wręcz przeciwnie) - sen przychodzi szybciej niż by się ktokolwiek spodziewał. Znacie to, prawda?
Nie o tym jednak chciałam napisać. Jako osoba, której dobre pomysły przychodzą do głowy znienacka i następnego dnia je po prostu realizuje, przyjechałam wczoraj do domu :) Nie wiem, czy też tak macie, ale ja jak jeszcze tu mieszkałam tak na co dzień, wszystko było takie nudne, pospolite i w gruncie rzeczy denerwujące, a teraz to doceniam. Zauważam miłość rodziców, zabawność moich siostrzyczek (w pozytywnym sensie tego słowa oczywiście), wartość domowych obiadków (jak na studenta przystało;)). Jednym słowem, dom to dom i nie ma tutaj dyskusji. Jak to się mówi: "wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej". Kocham Kraków, ale teraz bardziej kocham stare, dobre, zapyziałe miasteczko w Bieszczadach ;) Chociażby dlatego, że poczułam tutaj bezpieczeństwo, którego od paru tygodni bardzo mi brakowało - oczywiście też w ramionach mojego Kochanego, nareszcie :)
I powiem Wam, że chociaż w normalnym, codziennym, szarym życiu pełnym krakowskiego śniegu, "pędzących" tramwajów, (nie)zaliczonych kolosów, zbliżających się wielkimi krokami egzaminów (w telewizji już widziałam reklamę tabletek pomagających zaliczyć sesję) i ogólnej beznadziei związanej z dzieleniem czasu na tysiąc kawałków, byle tylko dla każdej sprawy i dla każdego człowieka w moim życiu wystarczyło - warto jest żyć, choćby dla satysfakcji, którą odczuwam, gdy mówię sobie: "zrobiłam to", "osiągnęłam to", "dałam radę". Nic nie może się jej równać.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz