"Raz jeszcze udało mu się zamknąć oczy, jakkolwiek teraz wiedział już, że nie może zbudzić się, bo nie śpi, bo cudownym snem był tamten, absurdalny jak wszystkie sny, tamten, w którym przemierzał okrakiem na ogromnym owadzie z metalu obce ulice zadziwiającego miasta, przystrojone w czerwone i zielone światła, które paliły się bez płomienia i bez dymu."
(Julio Cortazar - "W nocy twarzą ku niebu")
Dzisiaj jest wietrzny i słoneczny dzień, właśnie taki, jakie bardzo lubię. Chociaż w tramwajach ścisk niemiłosierny (o 11!), zawsze znajdzie się okno, obok którego właśnie stoję i z którego dochodzi do mnie orzeźwiające powietrze :) Z ważniejszych rzeczy, poszłam wreszcie po rozum do głowy i kupiłam soczewki i płyn do bardzo bardzo bardzo wrażliwych oczu, co oznacza, że nie będę już ślepnąć ;) Uśmiałam się, bo czytając na opakowaniu podpunkty, co ten cudowny płyn potrafi wyczytałam ich pięć, a wyjmując buteleczkę, zobaczyłam dziesięć kropek i tak tym zachęcona chciałam sprawdzić, co jeszcze umie - okazało się, że te drugie pięć właściwości to były te same, tylko po angielsku. Nie ma to jak dobry PR :)
Taka refleksja mi dziś przyszła do głowy, jaką fajną sprawą są książki. To w zasadzie normalne, że coś rodzi się w głowie pisarza, jakieś zdania, historie wymyślonych bohaterów, a później przelewa to na papier (no, wstukuje na klawiaturze do komputera). Ale najlepsza zabawa jest dopiero wtedy, kiedy to ja, potencjalny czytelnik, dostaję książkę do ręki!
Czytam właśnie opowiadania Julio Cortazara. To akurat nieważne, że właśnie jego, ale chodzi mi o to, że kwestia kunsztu autora jest niczym, jeśli nikt dzieła nie chce czytać. I można wzruszyć się do łez, ubawić, jak to się mówi, po pachy, zdenerwować na otaczający świat, zasmucić z powodu śmierci bohatera, i tak dalej, i tak dalej... Emocje = życie książki. No, jest coś takiego czy nie? :)
Czytając, odrywamy się od własnego życia albo wręcz przeciwnie: śledzimy je z wypiekami na twarzach jak najlepszą sztukę w teatrze, jak film 3D - jesteśmy uczestnikami i widzami jednocześnie.
"Ale w gruncie rzeczy niewiele się zmieniło, te dwa lata między nimi były w czasie także jakimś pustym kątem z brudną szmatą, oznaczającym wszystko to, czego sobie nie powiedzieli, a co może powinni byli sobie powiedzieć."
(Julio Cortazar - "Bóstwo z Cyklad"
i jeszcze coś innego:
"Odgłosy poranka są chaotyczne, lecz obiecujące, jak chmura tonów pustych strun, w której odzywają się przypadkowe fragmenty nie rozpoczętego jeszcze koncertu, podchwytywane to tu, to tam, szybko i bez wyrazu, w ironicznym skrócie, przez orkiestrę strojącą instrumenty. I prawie wszystko wydaje się możliwe, kiedy do wieczora jest jeszcze tak daleko. (...)
Póki nie wstaną od stołu, wyglądają na szczęśliwych, przyszłość rozpościera się przed nimi całkowicie bezpieczna: z rana bułeczki i kawa, wieczorem skoki nad przepaścią, i tak przez całą wieczność. Czy to wystarczy, by poczuli się ograniczeni metaforą, w której zamknięto ich los?"
(Magdalena Tulli - "Tryby")
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz