Kiedykolwiek. Trochę chłodno.
"Jestem beznadziejna, nic mi się nie chce. To bez sensu, takie moje życie."
Niedziela, 21 lipca. Niby ciepło, ale wiatr.
"Nie mam właściwie żadnego celu, nie wiem, czemu tu przyjechałam. Oczekiwania?!..."
Poniedziałek, 22 lipca. Cieplej, ale słońce za chmurką.
"Zdjęłam maskę, i co teraz? Czuję... Czy to spokój? Czy to chęć otwarcia serca? Alarm: tracimy ochronę, która na nim była!"
Wtorek, 23 lipca. Fala gorąca.
"Śpiewam? No nie! Czy to moje ręce są w górze? Czy to naprawdę moje serce właśnie zaczyna scalać się w jeden kawałek? Wielki, święty, niesamowity!..."
Środa, czwartek, piątek. Ciepło, przyjemnie, odpowiednia temperatura.
"Ty Mu się zawsze podobasz, jest w tobie zakochany."
"Jestem arcydziełem Boga!"
Sobota, 27 lipca. Materiał przegrzany, ale biomet wciąż korzystny, i to jak!
"No, to schodzimy z góry. Tam było łatwo, teraz level up. Jak to dobrze, że na dole też jest Jezus!"
To w skrócie mój tegoroczny FSM (Franciszkańskie Spotkanie Młodych) :) Nie wiem, jak zmieścić działanie Boga w krótkim poście i nie wiem, jak o tym spotkaniu opowiedzieć, bo wszystkie słowa wydają się takie błahe! Niesamowita moc, która przenika serce. Jezus jest, serio. I kocha tak, że klękajcie narody ;)
Mówi się, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Prawda. To uczucie, kiedy po pięciu dniach mieszkania w namiocie (z najwspanialszymi współlokatorkami pod słońcem, zaznaczam!) bierzesz prysznic we własnej łazience i za chwilę położysz się w wygodnym łóżku pod ciepłą kołderką... Ale jest coś ważniejszego niż to! Wspólna modlitwa, koncerty, spotkania i to, że mam kogoś zadomowionego w serduszku. I dlatego mimo że oczy mi się same zamykają, piszę. Nieważne, że bez ładu i składu :)
"Ponieważ drogi jesteś w moich oczach, nabrałeś wartości i Ja cię miłuję,
przeto daję ludzi za ciebie i narody za życie twoje.
Nie lękaj się, bo jestem z tobą." (Księga Izajasza)
Dobranoc, umiłowani przez Boga! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz