"Wszystko zaczyna się od twojej decyzji. Jeśli postanowisz zmienić swoją historię, odnajdziesz szczęśliwe zakończenie." (Regina Brett)
Zabrzmiało trochę jak Coelho, ale to jest chyba to, co przyszło mi do głowy wczoraj kiedy chciałam obejrzeć filmik. Zaczęło się od tego, że załadował się, a ja dopiero po kilku sekundach wpadłam na to, że trzeba jeszcze nacisnąć "play", bo się sam nie uruchomi:) Czy nie jest tak samo w życiu? Zawsze byłam taką osobą, która dużo mówi, a mało z tego, co mówi, realizuje. Znacie to? Coś na zasadzie: "jutro pobiegam", "od jutra zacznę się odchudzać", "muszę wreszcie coś zrobić z...", "na pewno coś z tym zrobię" i tak dalej. Urosło to w ogromną górę zdań, których wspólnym mianownikiem jest to, że są tylko słowami, a nie czynami. Bo rzadko udawało mi się następnego dnia pobiegać, zacząć się odchudzać, zrobić coś z rzeczą, która tego wymagała. Po prostu. I naprawdę dużo pamiętam rozmów w stylu:
- Muszę (...)
- Jakbyś codziennie o tym nie gadała, już dawno byś to zrobiła.
Aż w końcu któregoś dnia odbyła się taka wymiana zdań:
- Chciałabym być (...)
- To bądź.
I coś mnie olśniło. Chcesz coś zrobić - to zrób. Chcesz zostać prawnikiem, sportowcem - zostań, chcesz się czegoś nauczyć - naucz się. Tylko zacznij. Chcesz obejrzeć film - wciśnij play. Decyzja. Ruch. Moją drugą chorobą zaraz obok tej pierwszej jest mówienie "nie nadaję się do tego". To prawda, że są rzeczy, do których nie mamy za grosz talentu, ale są też takie, które już zaczęliśmy robić, ale nie kontynuujemy, bo wmawiamy sobie, że nie jesteśmy w tym dobrzy (o matko, ile jest takich rzeczy...) Co do tych ostatnio usłyszałam takie zdanie, które powiedział ks. Pawlukiewicz: "Nie nadajesz się - to znaczy, że się nadajesz." I już życie jest prostsze:)
Hm, jak już tak piszę to podzielę się z wami jeszcze czymś, co w ciągu ostatnich dwóch tygodni jest dla mnie megaodkryciem:) Modlę się i wtedy albo tak w ogóle, przychodzą mi do głowy różne pragnienia, marzenia, na przykład któregoś dnia rano pomyślałam sobie, że chciałabym wziąć udział w warsztatach wokalnych, no, trochę "podrasować" śpiew, ale taki liturgiczny (moje "nie nadaję się" -> patrz wyżej). Zaczęłam szukać czegoś na ten temat, ale nie bardzo mi szło. Wieczorem znajoma przysłała mi zaproszenie na facebooku na takie właśnie wydarzenie. Innego dnia zapytałam koleżankę o pewną grupę, a ta odpisała mi, że spadłam jej z nieba, bo właśnie organizują rekolekcje i będę potrzebna. Dzisiaj, grając na gitarze, pomyślałam, że od nowego roku znajdę jakąś scholę, żebym mogła te wszystkie piosenki, co je umiem, jakoś wykorzystać - dostałam maila o podobnym projekcie. Kiedy szukałam informacji o książkach pewnego pana, na moją skrzynkę dotarł mail od wydawnictwa (zachęta, reklama), gdzie właśnie o tych książkach było napisane "majstersztyk". Przypadki? Dla mnie nie. Bóg nam daje różne rzeczy, ale tylko kiedy to jest dla nas dobre i kiedy z nim współpracujemy, kiedy serio chcemy.
Decyzja. Ruch. Wciśnięcie play.
Nie żeby coś, ale to działa, co o tym myślicie?:)
Ja też cierpię na identyczne dwie "choroby" ;) Sama prawda!
OdpowiedzUsuńNo to Play. Cieszę się że tu zaglądnęłam.
OdpowiedzUsuńDo zobaczenia w Krakowie:)